poniedziałek, 06 października 2008
gruszki

 

Coraz mniej mam czasu na robienie dobrych rzeczy w kuchni, ale na robótki jakoś jeszcze znajduję. Dziś na przykład robiłam pomiędzy 5.30 a 6.00, słuchałam przy tym radia, i to była moje chwila relaksu. Robię kardigran, jest już tył, jest i pół jednego przodu. Ale szybciutko przybywa :-)

Mąż dostał dwa worki gruszek, trzeba je przerabiać, na razie tylko zrobiłam 10 słoików kompotu, sa mało soczyste i nie roklejają się, więć dżemiku nie moge z nich wyprodukować. Jestem juz na takim etapie przetworów, że łaszę sie po ludziach o słoiki.

Oto gruszki:

gruszki

W zeszłym tygodniu zrobiłam 30 słoików powideł z damaszek, roboty mnóstwo, bo trzeba przecierać przez sitko. Ale za to efekt jest wart bólu stawów:-)

 

wtorek, 30 września 2008
Grzybki

 

Jesień znów wróciła i rzuciła nam grzybki pod modrzewiami. W ten sposób nie musze chodzić do lasu, w którym i tak nic nie znalazłabym, by ugotować krupnik z maślaczkami:

maslaki

Zaczęłam bordowy sweter, ale znów wychodził jakoś tradycyjnie i sprułam. Za to mam pół tyłu zimowego wełnianego kardigranu. Wpadłam w nałóg robienia, dziś dziergałam przy herbatce o 5.30, akurat przed wyjściem do pracy.

A jutro ide juz na poważnie pierwszy raz do nowej pracy. Ze starej całkiem nie zrezygnowałam. Nie lubię radykalnych zmian. Teraz będę nie tylko nauczycielem szkolnym, ale tez akademickim i do tego naukowcem :-) A to ostatnie zawsze było moim marzeniem :-)

Na poczatek musze się nauczyć excela, bo do tej pory nic w nim nie robiłam, tylko w porządnym inżynierskim originie. Mój mąż mówi, że dobrze mi zrobi ta zmiana pracy, że się rozwinę..... jakbym codziennie nie siedziała w akademickich podręcznikach....

 

 

Wczoraj byliśmy na wieczorku poetycko-muzycznym z wierszami naszego znajomego. Jak śpiewa moja więcej-niż-koleżanka jest tutaj:

http://pl.youtube.com/watch?v=NnNHRR6DhEc

Miłego słuchania:-)

poniedziałek, 29 września 2008
Moherowy sweter

Wczoraj skończyłam moherowy sweter. Wygląda na mnie tak ( ja nie wyglądam, prosze nie patrzeć :-))

moherowy

Wyszło jakies 35 dag moheru na drutach 5mm. W sumie to jestem średniozadowolona, bo jakis duży i pewnie dam go w końcu Mamie :-)

Lepiej wygląda z szarym golfem i spodniami, zdecydowanie jest sportowym odzieniem.

Juz zaczęłam następne coś, w kolorze bordo, kolejnym z moich ulubionych kolorów od zawsze, bez względu na mody. Zresztą nawet nie wiedziałam, że fiolety to hit jesieni 2008, a sliwkowy kostium szyłam w 2002 ku zgorszeniu krawcowej i znajomych, mam filetowa kurtkę, spodnie, torebkę i kilka bluzek... Przez 6 lat chodziłam w okularach o śliwkowej oprawie.... Nawet do ślubu szłam we wrzosach.... :-)

Dzis będę sadzić cebulki kwiatków na wiosnę.

sobota, 27 września 2008
Słoneczna pogoda

Mimo, że jestem chora (zapalenie krtani i tchawicy) to jakoś mi słonecznie, chyba od pogody. Mam tylko problem, jakis mój wewnętrzy, nie umiem wychodzić z domu na powietrze i być tam do woli. To chyba pozostałośc po 33 latach spędzonych w bloku w mieście. Tam nie było gdzie pójśc i nawet wakacje spędzałam zaledwie na balkonie.

Oto kwiaty z mego ogródka:

astry

dalie

Muszę sie ruszyć do tego ogródka, chwastów co nie miara, choć gęsi dość skutecznie wyjadają owe.

 

środa, 24 września 2008
Pieczone--dobra tradycja

Wczoraj odbylismy pieczone (ziemnianki) ze znajomymi. To juz moje trzecie w tym roku, ale chyba najbardziej udane.

Tak wyglądały przez udaniem sie na ognisko:

pieczone

A tak po półtorej godzinie muskania garnków przez ogień:

pieczone po

Do tego był oczywiście zurek do popicia.

Popdoba mi sie ta nasza tradycja. Jest okazja, by sie spotkac ze znajomymi i spędzić z nimi parę godzin. Wspólne przygotowania tez są fajne, zawsze jest dużo humoru i radości.

Wielka szkoda, że pozostał mi tylko udział rekami w przygotowaniach i oczami, bo jestem tak przeziębiona, że nie mam żadnego czucia smakowego :(

Za to wszystkich ciepło pozdrawiam :-)))))

 

 

poniedziałek, 22 września 2008
Inny przepis na danie z pieczarkami

To jest jedno z moich ulubionych dań: nalesniki z pieczarkami po bolońsku, częstuję nim gości.

Potrzeba:

0,5 kg pieczarek

sos boloński, np. w torebce knorra

kawałek sera żółtego, ok. 15 dag

mąka, mleko, jajka--na naleśniki, nie wiem jakie proporcje, bo zawsze robię na oko

Wykonanie:

Pieczarki dusimy, lekko soląc, az pozostaną bez wody, a następnie zalewamy je sosem bolońskim-- całość ma być dość gęsta, bo to jest farsz

Smażymy naleśniki

Smarujemy naleśniki farszem i zawijamy w rulony

Układamy nalesniki na blaszce, posypujemy tartym serem żółtym i zapiekamy, az ser sie stopi , a całośc będzie gorąca.

Smacznego!!!

 

niedziela, 21 września 2008
Przepis

Podaję przepis "mniej więcej" na pasztet z pieczarek:

Potrzeba:

1 kg pieczarek

1 bułka

1 łyżka smietany ale niekoniecznie

3 jajka

1-2 cebule

natka zielonej pietruszki

przyprawy: sól, pieprz czarny i ziołowy, gałka muszkatołowa, cząbek, tymianek, majeranek( ja takie dodałam)

Wykonanie:

Pieczarki obgotować lub poddusić, by wypuściły wodę. Gdy wystygną nalezy je zmielić, zmielić też cebulkę (ją najpierw poddusiłam) oraz zieloną piertuszkę (mozna poszatkować). Do masy dodać rozmoczoną bułkę, jajka , śmietanę i przyprawy. Gdy jest za rzadkie to sypnąć bułki tartej lub grysiku.

Masę przełożyć do foremki i piec w temp. 180 stopni około 1 godziny.

Smacznego :-)

 

sobota, 20 września 2008
Sobotnie działania

Dziś zrobiliśmy inaugurację naszego zeszłorocznego wina z żyta. Jest zrobione na drzożdżach tokaj, więc mają lekki posmak tego gatunku. Wyszło naprawdę pyszne, nie jest gorsze od tych sklepowych.

wino żytnie

Upiekłam tez pasztet z pieczarek, chodził ten smak za mną z tydzień, poczytałam przepisy w internecie i w konsekwencji robiłam na oko. oto jak wyszedł, w smaku pyszny, choć nieco zanadto ma posmak gałki muszkatołowej :-):

pasztet z pieczarek

Jeden niestety przy wyciaganiu z formy się połamał, ale dla podniebienia to nie ma znaczenia :-)

 

czwartek, 18 września 2008
Nic

Przyszłam z pracy i oczywiście pracuję, ale pomiędzy zadaniami tworzonymi trochę na łapu-capu musiałam tu wejść. Czy to uzależnienie...?

W każdym razie pooglądałam fotoforum gazetowe i mam jedną myśl: ja z tego pociągu chyba wysiądę....

Nie ma nic gorszego niż porównywanie sie z innymi. A tyle co pisałam rozprawkę na angielski na temat, że sztuka jest terapią na wszystko i że sztuką jest także robótkowanie..... I że to dowartościowuje. I jeszcze słuchałam w radiu przepięknej rozmowy z profesorką krakowskiej PWST, która jest wybitną śpiewaczką o skali 6 oktaw(!), która powiedziała, że piękno jest w każdym i nawet jak się fałszuje to jest to sztuka i jest pięknem, bo jest prawdziwa i płynie z serca....

I jeszcze nakrzyczał na mnie portier, że się jutro ośmielę siedzieć w pracy do 19-tej, skoro on musi wyjśc o 18.50 bo ma pociąg.... Ja wejdę do pracy o 8-mej, on w południe... I ja nie mam pretensji, że mam tyle do zrobienia....

A jak juz napisze te zadania, to zaśpiewam sobie coś Stachury.

 

19:43, klikaf , inne
Link Komentarze (3) »
środa, 17 września 2008
Zielona kamizelka

Dziś chciałam zaprezentować kamizelkę z historią. Co prawda pokazywałam ja juz na gazetowym fotoforum, ale tam wisiała na wieszaku, a teraz jest na mnie :-) Rozciągnięta wygląda znacznie lepiej.

Zaczęłam tę kamizelkę robić ze trzy lata temu z włóczki, która sie wyleżała w domu z 25 lat. Nie lubię zielonego, ale ten jest wyjątkowo spokojny i pasuje do fioletu, też spokojnego. jak miałam kawałek pleców ciocia zobaczyła, spodobało jej się i zabrała mi robótke w celu odrobienia wzorku. Polezało u niej w szafie z dwa lata i się upomniałam. Miałam prawie całe plecy i zaczęłam przód. Zrobiłam pół przodu w ciągu dwóch dni i sie okazało, że robię wzorek mniejszy niż na tyle. Było więc wielkie prucie i potem juz poszło. Kończyłam w lipcu, robiąć w każdej wolnej chwili, nawet w polu na traktorze :-) Wyszło 25 dag niecienkiego akrylu, robiłam na drutach 3.

Nie chodze w opietych ubraniach, ale może w tym ciuszku sie kiedy światu pokażę:-)

zielona kamizelka

wzór

A fioletowy moher się robi, może skończę w przyszłym tygodniu.

wtorek, 16 września 2008
Nowy sweter

Od wczoraj robie nowy sweterek, akryl+moher kupiony na allegro. Ponieważ nie jestem kreatywna, skorzystałam z podpowiedzi którejś gazetki. Wzorek będzie ażurowy, ale nie bardzo dziurawy, robie bardzo ściśle(przepychanie oczek po drucie zabiera mi pół czasu robienia), więc jest dość ściągnięte. Ale nie wychodzi kocowato, bo druty sa 5 mm.

ażur

Na jeden motyw przypada 10 oczek.

Poza tym leje, pojutrze ide do pracy, a wcale mi się nie chce. Chyba się rozleniwiłam.

 

poniedziałek, 15 września 2008
Świat smaków

 

Nadal nie mogę sie pochwalić swetrem, bo dziś kończę dopiero pierwszy rękaw. Prawdę mówiąc, nie mogę już patrzeć na tę włóczkę, mąż poradził mi, bym w ramach relaksu(!) od buraczka zaczęła cos nowego. Chyba posłucham:-)

Chciałam sie pochwalić moją szafką z przyprawami. I nie chodzi o szafkę, bo to zwykły, kuchenny mebel, ale o zawartość. Pewnie tkwi w niej około 50 przypraw, wszystkich używam.

przyprawy

 

sobota, 13 września 2008
Story pomidory :-)

Najwazniejszym zadaniem na dzis było przerobienie 10 kg pomidorów na pachnący przecier na zimę.Oto historia w skrócie:

przed

w trakcie

po

Upiekłam jeszcze placek kruchy ze śliwkami dla teściowej, która ma jutro gości. Zostały do przerobienia sledzie i na jutro buraczki do obiadu i jeszcze sałatka jarzynowa, też dla gości, i sprzątanie.

Wcale nie lubię sobót. Zamiast odpoczywać jestem przerobiona....

czwartek, 11 września 2008
Przypadki

Dzisiejszy dzień jest jakis dziwny. Teraz na przykład jestem wściekła, bo nie dość, że po krakowie zrobiłam z 10km piechotą, oczywiście, to przyjechałam z przesiadkami do domu, a tu okazało się, że nie mam klucza, a mąż w polu ponad dwa kilometry od domu i to po górzystym terenie. Wsiadłam na rower, ledwo tam dojechałam (normalnie nikt by mnie nie zmusił po tych pochyłościach jeździć) i wróciłam, ale na nogach dorabiając na dziś kolejne kilomerty.

Przez tydzień kury nie niosły jajek. To znaczy niosły, ale nagle z 7 jajej dziennie zrobiły sie dwa-trzy. Mówiłam, że na pewno sie gdzieś z gniazdem przeniosły. Oczywiście w rozumieniu dodomwników miałam złudzenia, az tu dzis sie znalazło 11 jajej ukrytych w pokrzywach na dość stromym stoczku. Nie będę mówić nic.... że nie mówiłam :-)

Na jutro mam zrobić prezentacje i zadania na fakultet, pomysłu nie mam żadnego.

środa, 10 września 2008
Sweterek

 

Ponieważ blog miał byc tez o robótkach, a takowe sie narazie nie produkują na skutek innych ważnych zajęć, przedstawiam sweter, który na wykonanie czekał 4 lata. Włóczke kupiłam w Portugalii, więc jest dość unikalna, sweter jest w kolorze moim ulubionym.

portugalski

A oto spojrzenie na najprostszy, a jednoczesnie najtrudniejszy wzorek świata :-):dzersej

Efekty naszej pracy

Dwa dni spędziłam w polu. Była cudna pogoda, przynajmniej miałam okazję pooddychać świeżym powietrzem i popatrzeć na słońce. A oto efekt naszej pracy:

ditta

A oto jak wygląda od pola kawałek naszej małopolskiej, jurajskiej wsi (tak swoja drogą to uwielbian widok pól):

nasz kawałek świata

Naprawdę to jest dla mnie wielkie szczęście, że nie mieszkam w mieście, tylko na prawdziwej, rolniczej wsi i że mogę pracować na roli :-)

 

wtorek, 09 września 2008
Czas na pracę

Nie pisałam, bo nie było niczego, czym możnaby sie pochwalić. Potwierdziłam jedynie w sobotę swą pewność, że nie dla mnie towarzystwo, w którym jedynym tematem są dowcipy i gdzie ludzi nie stać, by powiedzieć coś sensownego.

A teraz będzie zdjęcie wzorku na swterze, który jest mą dumą. Robiłam go około10 lat temu, w prezencie dla mojej siostry. Jest z cieniutkiej włóczki wełnianej z kaszmirem i moherem, ostry, ale baaardzo ciepły. Teraz takich swetrów juz sie nie nosi, obszernych i długich....a mam takich parę.

plecionki

To jest fragment, cały przód jest z takiego przeplatańca, a reszta z takiego ciekawego ryżo-ściągacza: 1 prawe, 1 lewe jak ściagacz, ale po 4 rzędach zmiana jak w ryżu. Bardzo ładnie wychodzi.

Dziś kopiemy ziemniaki, gatunek ditta, twarde, podłużne, żółte i pyszne :-)

 

czwartek, 04 września 2008
Pierwszy dzień pracy

Byłam pierwszy raz w pracy po dłuuuugim urlopie. W sumie to było dobrze, dużo dobrych słów, ale chętnie stamtąd wyszłam.

Byłam ierwszy raz na angielskim po 6-letniej przerwie, okazało się, że trochę zapomniałam, ale nie jest źle.

Spotkałam sie też na cudnej rozmowie z moja obecną koleżanką, a niegdysiejszą uczennicą. Kojcia chce się nauczyć dziergać :-)) Kiedy, przed wiekami, miałam nawet pomysł, by zrobić dla młodzieźy kółko robótkowe, byli nawet chętni, ale nie dałam czasowo rady. W każdym razie nauczyłam pewnego chłopca szydełkować, bardzo chciał i ma jakieś bibeloty przez siebie zrobione. A z kolei inny uczeń nauczył mnie podstaw frywolitek. Jak to dobrze mieć koło siebie ludzi co się znają na rzeczy :-)))

środa, 03 września 2008
Dużo wrażeń

Wczoraj przerabialiśmy śliwki. Po zeszłorocznym nadmiarze( na dwóch drzewach jakies 200kg) w tym roku było może 15 kg, z tego częśc zjadły robale, bo drzewa nie kropione.

z mego ogródka

na placek

Dziś dostałam przesyłkę z zamotane.pl. Kocham ten sklep! Dostałam oczywiście próbniczek i dodatkowo 5 dag różowej włoczki bawełnianej.

1,9 dag włóczek

teraz do roboty!

W ten sposór mam pracę aż go grudnia. Na sweter z taurusa mam pomysł, ale na golfy z teddy jeszcze nie. Na necie jest tyle pomysłów! Tylko nie ma kiedy nawet przeglądać...:-)

 

wtorek, 02 września 2008
Nowy dzień

 

Dzis od rana działam przy moim buraczkowym melanżu, ale wczoraj, w celu rozerwania i zabicia monotonii zaczęłam takie coś:

 Schachenmayr nomotta

To będzie szaliczek, przyda sie na studniówkę, czyli musze do niego zapłanowac ubranie :-))

Dziś zrywamy śliwki, bo sa juz w sam raz, będę kłaść do słoików i zasypywać odrobina cukru, a potem gotować. Zimą będzie jak znalazł na kruche ze śliwkami :-)

 

 

 

poniedziałek, 01 września 2008
Już się nie moglam doczekać....
Wróciłam na mój blog, tyle że znów nic nie moge pokazać, bo choc nauczyłam sie zmniejszać zdjęcia, to nie umiem ich tu załadować!!!! Pomocy!!!! Nadal robię mój buraczkowy melanż, widziałam, że znów pojawił sie na aalegro, nie było go kilka lat. Świetna włóczka, 100% wełna, ciepły, choć cienki i troche gryzący. Moja mama na rudy i jest z niego bardzo zadowolona. I tak moge snuć opowieść.... Zakwitła mi diffenbachia!!!
czwartek, 14 sierpnia 2008
Koniec urlopu na widnokręgu....

 

Nadal nie mam aparatu, czekam na niego, zamówiłam na allegro identyczny jak ten skradziony. Nie moge zatem nadal nic pokazać, co zdziałałam.

Narazie nie przybywa nic na drutach. Robię słoiki, naszło mnie na fasolkę szparagową, roboty co nie miara i kilkakrotne gotowanie. Ale dlaczego nie mam spróbować? Więc sie bawię w kuchni. Do włożenia do słoików została mi tylko czerwona papryka i śliwki.

Pojutrze jadę do Poznania, mam nadzieję odwiedzić Gniezno i Biskupin, nie byłam tam.....23 lata.

Pozdrawiam wszystkich zapracowanych!!

 

 

 

poniedziałek, 11 sierpnia 2008
Stagnacja

Przesiedziałam dziś robiąc na drutach. Kończę kamizelkę, której mam narazie dość, mimo że został mi już tylko dekolt w przodzie. Robię też sweter, robota mi się podoba, włóczka jest melanżowa, więc ciekawi mnie, jaki wzorek wyjdzie.

Wykorzystuję każda chwilę na druty, juz niedługo zostanie mi czasu na jeden rządek dziennie....

1 , 2 , 3 , 4 , 5
statystyka